podziękowania dla hospicjum
W imieniu naszego synka Miłoszka
Dziękujemy
całej Rodzinie Hospicjum Alma Spei
za opiekę w ostatnich dwóch miesiącach życia.
„Znajomość” Miłoszka z Rodziną Alma Spei była wyjątkowo krótka, jednak zdążyła się przekształcić w „Przyjaźń” z całą naszą rodzinką – rodzicami, siostrą Natalką i bratem Szymkiem. Dzięki wspaniałym osobom z Hospicjum mogliśmy się cieszyć pobytem Miłoszka w domu nie martwiąc się o wsparcie na wypadek zaostrzenia objawów choroby.
Mogliśmy sobie pozwolić nawet na rodzinną wycieczkę w piękną wrześniową niedzielę do skansenu w Wygiełzowie, którą Hospicjum zorganizowało dla swoich podopiecznych.
Dziękujemy wszystkim, którzy wnieśli radość w nasze życie i wspierali nas w chwilach trudnych. Głosem Miłoszka dziękujemy w szczególności:
- Cioci doktor Małgosi Musiałowicz i Cioci doktor Justynie Laskowskiej za troskę o moje zdrowie, a zwłaszcza za najważniejsze zalecenie lekarskie „Trzymania za rączkę i głaskania po główce”,
- Księdzu Grzegorzowi Godawa za opiekę duchową i piękne słowa pożegnania,
- Cioci Basi Jabłońskiej, za wspólne wyjścia z domku na eskapady po okolicy,
- Cioci Ewie Kapera za miły czas odwiedzin i wsparcie dla mamy w ostatnich chwilach,
- oraz ukochanej Cioci Kasi Drobniewicz, która niemal od pierwszych moich dni mobilizowała mnie dobrym słowem i śpiewem do ćwiczeń, bym osiągnął jak najwięcej…
Nasz synek Miłoszek odszedł do Pana w dniu 9.10.2010 r. po 15 miesiącach życia z nami.
Rodzice – Ania i Bogusław Niedbała
“Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego.” ( M.Aureliusz)
Wszystko się zmienia kiedy traci się najukochańszą istotkę na ziemi jaką jest jedyny synek Bartuś. Zmarł 27 marca 2012, jego serduszko przestało bić…Nie sposób wyrazić swojego bólu i cierpienia jaki towarzyszy nam rodzicom i najbliższemu otoczeniu. Bartuś był dla nas Bąblem, Brykaczem, Słoneczkiem i naszą najdroższą Perełką. Nie zdążyłam opisać historii naszego synka.. ale ona jest w nas(…)
Opiekę nad naszym synkiem w warunkach domowych podjęło się Hospicjum Alma Spei. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu i wiedzy dr M.Musiałowicz, dr J. Laskowskiej, dr D.Heród i dr P.Weryńskiego, Bartuś unikał perspektywy pobytu w szpitalu i stresu z tym związanego. A my mogliśmy się nim cieszyć, opiekować i być z nim do końca.
Kolejnym wsparciem w rozwoju ruchowym synka był wujcio Darek, który odważył się rehabilitować Bartusia, co nie było sprawą łatwą. W sprawach codziennej pielęgnacji, inhalowaniu i oklepywaniu pomagała nam na początku ciocia Dorotka, a później ciocia Agnieszka, która otoczyła go swoim ogromnym ciepłem i miłością. O wartości duchowe i wsparcie dbał oczywiście ksiądz Grzegorz. Jesteśmy ogromnie wdzięczni wszystkim pracownikom hospicjum za opiekę, wsparcie i pomoc bez której na pewno nie poradzilibyśmy sobie. Dlatego apeluję do wszystkich osób o wsparcie dla tej organizacji, która w szczególnych wypadach jest jedyną pomocą i nadzieją na lepsze jutro dla chorego dziecka i jego rodziców.
„Gdy twoje serce łknie samotnie i nie wiesz czy pęknie z bólu, gardło ściśnięte wstęgą żalu nie może wydawać nawet jęku… Na twarzy dwa błyszczące źródła wyschnięte od nadmiaru płaczu, usta wygięte smutnym łukiem milczą jakby zaszyte ciszą…
Nie chowaj dłoni za plecami miętosząc w środku gorzkie łzy, nie chowaj oczu za zasłoną pokrytą cieniem samotności … wyciągnij dłoń, otwórz oczy, stań i posłuchaj lasu tych rąk, co wyciągnięte czekają, aż im podasz Swoją dłoń!!! Dłoń która chce dotknąć Twojego smutku, przygładzić raniące kolce, ogrzać zmarznięte myśli… Ta dłoń cierpliwie czeka na znak od Ciebie!!!
Bóg nie obiecywał nam nieba bez chmur, ścieżek życia usłanych różami; Bóg nie obiecywał słońca bez deszczu, radości bez smutku, pokoju bez bólu.
Bóg obiecał nam siłę na każdy dzień, odpoczynek po trudzie, światło na drogę, łaskę na czas prób, pomoc z wysoka, niezawodną przyjaźń, nieśmiertelną miłość.”
( -Annie Johnson Flint)
Życzymy wszystkim rodzicom dzieci chorych cierpliwości, wiary i „bratniej duszy”, która ukoi smutek, słońce pokaże, bo są chwile dla których warto cierpieć i żyć.
Rodzice Bartusia













