alma spei - fundacja hospicjum domowego dla dzieci - krs 0000237645 organizacja pożytku publicznego

Blanka


Ona jest moim Mistrzem. Kocham ją nad życie, jest moim Największym Szczęściem i Skarbem i Najlepszym co mnie w życiu spotkało.

Blanusia przyszła na świat w 25 tygodniu ciąży, ważyła zaledwie 810g i miała 28cm wzrostu. Urodziła się w stanie ciężkim, oceniona w skali Apgar na 1 punkt. Z powodu silnych zaburzeń oddechowych została zaintubowana tuż po porodzie. Nawet mi jej nie pokazali, usłyszałam tylko: “Dziewczynka, jaka maleńka”…Kiedy następnego dnia pierwszy raz ją zobaczyłam nie mogłam uwierzyć, że jest aż tak maleńka. Mówiliśmy na nią “Kropeczka…Nasza Kropeczka”. Blanusia urodzona z cechami skrajnego wcześniactwa bardzo dzielnie walczyła o przeżycie.

Codziennie pędziłam do niej do Kliniki z duszą na ramieniu a serce łomotało mi jak nigdy dotąd. Widok mojej malutkiej kochanej córeczki, a i dobre wieści z ust lekarzy uskrzydlały mnie nieziemsko. Bywały też i złe wieści, ale ja bardzo mocno wierzyłam, że Blanusia się nie podda, że będzie walczyć, przecież tyle już przeszła i miała ogromną wolę przeżycia.

Bardzo wzruszające było to jak Igorek codziennie modlił się i prosił Pana Boga żeby: “Siostrzyczka była zdrowa i wróciła do domku”.

Bałam się cieszyć kiedy wszystko było w porządku i Blanusia miała się dobrze, żeby nie zapeszyć. Niestety bywały też bardzo krytyczne momenty; kolejne zapalenie płuc, kolejna niewydolność oddechowa, kolejna intubacja i mnóstwo pomp infuzyjnych, które wtłaczały kolejne lekarstwa w malutki organizm Blanusi. A ona słabiutka patrzyła na mnie swoimi dużymi czekoladowymi oczkami i jakby mówiła: “Mamusiu nie martw się i bądź przy mnie”, a ja wierzyłam i zarazem wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. W krytycznym momencie choroby zapytałam lekarzy w jakim stanie jest moja córeczka. Powiedziano mi, że jest w trakcie leczenia i poinformowano jakie lekarstwa ma podawane, a na koniec usłyszałam: “Najlepiej niech ją pani mocno przytuli”.

Łzy same cisnęły mi się do oczu, głos uwiązł mi w gardle. Trzymałam ją na rękach a ona znów patrzyła mi głęboko w oczy i poczułam jakąś niesamowitą energię, nieograniczoną ilość miłości jaka bila z tej małej istotki.

Mijały kolejne dni a ja wierzyłam, że w końcu usłyszę to magiczne zdanie: “No, to Blanka idzie do domu”. I tak się w końcu stało, po siedmiu i pół miesiąca nadszedł ten upragniony dzień 30.04.2010R. kiedy to Blanusia zawitała w domu. Radość była ogromna i trwa do dziś.

Teraz z całą pewnością mogę powiedzieć, że to moja córeczka była dla mnie podporą w tym trudnym dla nas okresie, to dzięki niej miałam tyle siły i wiary, to ona napawała mnie optymizmem. Ona jest moim Mistrzem. Kocham ją nad życie, jest moim Największym Szczęściem i Skarbem i Najlepszym co mnie w życiu spotkało. Wszyscy ją bardzo mocno kochamy.

Blanusia pomimo tego co przeszła i ile wycierpiała i to, że była “na krawędzi” jest bardzo radosnym i wesołym dzieckiem. W jej towarzystwie na duszy lżej się robi. Blanusia jest cudna, jest cudownym dzieckiem a przede wszystkim jest cudem. I bardzo dziękuję Panu Bogu, że mi ją dał.

Beata, mama Blanusi

1% sidebar1 Sidebar 3

Nasi
Przyjaciele:

  • City
  • apteka zdrowie
  • LedSpace
  • Worldled
  • Mediuled